Nasze kujawsko-pomorskie

Czasy Nowożytne Ciekawostki

Do najważniejszych działaczy reformacyjnych w skali całej Polski należał szlachcic kujawski Jan Niemojewski (zm. 1598), który w 1568 r. przystąpił do braci polskich a następnie wyzbył się majątku i urzędu sędziego ziemskiego, stając się czołowym działaczem i ideologiem arianizmu.

W najsłynniejszej toruńskiej szkole - protestanckim Gimnazjum Akademickim - właściwemu wychowaniu uczniów służyć miał drobiazgowy regulamin. Statut szkoły spisany w 1568 r. zakazywał uczniom nie tylko noszenia broni i zadawania się z niepoczciwymi obywatelami, ale również wychodzenia bez pozwolenia poza miasto, kąpania się w Wiśle, pływania łódką a nawet rzucania się kulami śniegu.

Z Pałuk wywodził się Erazm Gliczner (1535-1603), kaznodzieja luterański nauczający w zborach w Toruniu i Brodnicy, który był jednym twórców ugody sandomierskiej podpisanej w 1570 r. przez przedstawicieli wyznań protestanckich. Gliczner był także autorem pierwszego polskiego traktatu o wychowywaniu dzieci.

Otrzymanie godności biskupiej w okresie staropolskim nie zawsze poprzedzone było wieloletnią wspinaczką po kolejnych szczeblach duchownej kariery. W 1611 r. biskupem chełmińskim został Maciej Konopacki, który zaledwie sześć lat wcześniej przyjął święcenia kapłańskie. Zanim wstąpił w służbę Kościoła był sekretarzem królewskim, starostą grudziądzkim i wojewodą chełmińskim (1605-1611), miał także dziewięcioro dzieci urodzonych w małżeństwie z Elżbietą Dulską. Sutannę przywdział dopiero po jej śmierci (1605), a awans na biskupstwo chełmińskie zawdzięczał przede wszystkim swojej aktywnej działalności politycznej u boku Stefana Batorego i Zygmunta III Wazy.

Z Grudziądza pochodził Jan Stobeusz (Stobbe), muzyk i kompozytor żyjący w latach 1580-1646, który swoją karierę związał z dworem elektorów pruskich w Królewcu. Pełnił tam funkcję kapelmistrza i kantora przy katedrze. Zasłynął jako twórca motetów – utworów wielogłosowych, pisanych do religijnych tekstów w języku niemieckim i polskim. Wiele z nich zdobyło wielką popularność w całej protestanckiej Europie.

W czasie długiego polsko-austriackiego oblężenia zajętego przez Szwedów Torunia (1658) zamknięci w twierdzy mieszczanie potajemnie komunikowali się z obozem polskich. Kurierem przenoszącym informacje był pies, do którego ogona przywiązywano listy. Mimo ciągłego obstrzału artyleryjskiego i wielu ofiar po obu stronach, oblegający i oblegani potrafili wykazać się humorem. Królewscy kanonierzy, chcąc pokazać, iż wiedzą o głodzie w mieście, wystrzelili pewnego dnia w stronę miasta beczkę wypełnioną końskim ścierwem. Zaskoczeni Szwedzi odpowiedzieli pociskiem z holenderskiego sera.

W dniu 13 lipca 1666 r. w pobliżu wsi Mątwy (dziś dzielnica Inowrocławia) doszło do bratobójczej walki między szlachtą biorącą udział w skierowanym przeciw królowi rokoszu Jerzego Lubomirskiego a wojskami Jana Kazimierza, które zostały rozgromione w czasie trudnej przeprawy przez bród na Noteci. Według ówczesnych relacji, bitwa zamieniła się w okrutną rzeź, w której straciło życie ok. 3 tys. osób. Krwawy konflikt znalazł trwałe miejsce w kujawskich legendach – podobno w każdą rocznicę bitwy woda w Noteci zamienia się w krew, a w pobliskich wzgórzach śpi potężne wojsko, które obudzi się, gdy Polsce grozić będzie wielkie niebezpieczeństwo.

Budowa barokowego zwieńczenia wieży katedry w Chełmży była karą dla toruńskich protestantów za antykatolicki tumult z 1688 r. Według tradycji, po zakończeniu prac luterański budowniczy zrzucił ze szczytu wieży gliniany kubek i wypowiedział przekleństwo zapowiadające, że katedra rozpadnie się wkrótce tak samo jak kruche naczynie. Ku powszechnemu zdziwieniu, kubek nie stłukł się i odtąd przechowywano go troskliwie jako cenną pamiątkę. Niestety, w 1950 r. naczynie pękło, upuszczone przez nieostrożną turystkę. W tym samym roku doszło do pożaru kościoła na skutek uderzenia pioruna w wieżę Opalińskiego.

W toruńskim archiwum zachowały się rachunki z XVII w. związane z procesami czarownic z Chełmna i okolicy. Są wśród nich wydatki na naprawę „oprawy lichtarza, którzy zepsowano przy męczeniu czarownic”, piwo wypite przez sędziów w trakcie przesłuchań, a także drewno zużyte do budowy narzędzi tortur i stosu, na którym spalono oskarżone o czary białogłowy. Nieprzypadkowo procesy czarownic toczyły się w regionie w II poł. XVII i I poł. XVIII w. – czas ruiny gospodarczej, epidemii i ogólnego regresu sprzyjał szukaniu winnych. Zostawały nimi często zupełnie niewinne kobiety, które padały ofiarą pomówień i powszechnej wiary w zabobony.

Ciekawe podanie wiąże się z założeniem klasztoru franciszkańskiego w Brodnicy, ufundowanego w 1751 r. Gdy żonie brodnickiego starosty Rozalii Pląskowskiej z Czapskich zginęły cenne koronki sprowadzone z obszaru dzisiejszej Belgii, posądzono o ich kradzież służącą, która zmarła na skutek udręczeń z powodu dotkliwego pomówienia. Wkrótce po jej śmierci znaleziono koronki we wnętrzu zdechłej, wcześniej chorującej krowy. Chcąc odpokutować tragiczną pomyłkę, starościna doprowadziła wraz z mężem do wybudowania kościoła i sprowadzenia do Brodnicy franciszkanów.

Do wyjątkowych kobiet zapisanych w historii regionu należała Marianna Skórzewska (1741-1773) z domu Ciecierska, właścicielka m.in. rozległych dóbr szubińskich i łabiszyńskich. Swą urodą, inteligencją i wiedzą oczarowała samego króla Prus Fryderyka II, który nie wstydził się napisać o tym w 1767 r. swemu korespondencyjnemu przyjacielowi, francuskiemu filozofowi – Wolterowi. Według rodzinnej tradycji, niezwykła hrabina miała być inicjatorką budowy kanału bydgoskiego. Berlińskie plotki widziały w niej kochankę „króla-filozofa”. Fryderyk II rzeczywiście był związany ze Skórzewską - został ojcem chrzestnym jej syna, któremu nadano na imię... Fryderyk.

Michał Targowski